o2.pl » Wiadomości » Z Prasy » Wiadomość
Więcej w dziale
o2.pl: Po co studia?
2006-12-06 18:02


ilustracja: Marcin Postek/o2.pl

Coraz więcej młodych Polaków kończy studia i coraz więcej z nich nie może znaleźć pracy. Czy studia są faktycznie potrzebne, czy może można odnieść zawodowy sukces bez kończenia ich?


Co roku około 400 tysięcy Polaków kończy studia. Co dziesiąty absolwent pozostaje jednak bez pracy. Tych 40 tysięcy młodych ludzi to bez wątpienia dowód na to, że polskie uczelnie nie dostosowują swych programów do wymogów rynku. Nie znaczy to, że bezrobotni absolwenci mają czekać na oferty pracy. Co więcej, sami powinni dostosować się do oczekiwań potencjalnych pracodawców. Nawet jeśli ci nie potrzebują osób z ich wykształceniem. Bo dziś w Polsce dyplom nie jest już tak istotny jak dawniej. Dla pracodawców coraz częściej mniej liczą się skończone studia niż konkretne umiejętności, którymi pracownik potrafi się wykazać.

Studia nie dają żadnej gwarancji

- Odnoszę sukcesy, jestem zadowolona, rozwijam się - opowiada Marta, która pracuje w średniej wielkości agencji reklamowej na stanowisku second executive. Sęk w tym, że Marta kończy studia prawnicze, które nijak mają się do tego, czym zajmuje się zawodowo. - To, czego nauczyłam się na studiach, w ogóle nie przydaje mi się w pracy. Powinno mi się przydać prawo reklamy, problem jednak w tym, że mam je dopiero teraz, na piątym roku, a pracuję już od ośmiu miesięcy. W tym czasie Marta zdążyła już awansować. Obecnie opiekuje się tylko jednym klientem, ale nie byle jakim, bo Telekomunikacja Polską. Czy aby powierzyć jej to odpowiedzialne zadanie, pracodawca wymagał kierunkowego wykształcenia z dziedziny reklamy? - Nie, studia nie miały żadnego znaczenia. Dostałam telefon od koleżanki, której agencja potrzebowała kogoś do pomocy. Zdecydowałam się, a szef uznał, że się sprawdzam, jakie więc znaczenie miałyby mieć studia? - pyta Marta. Podkreśla, że na rynku pracy liczą się cechy i umiejętności, a dopiero później wykształcenie.

Podobnego zdania jest Ewelina, która studiuje pedagogikę. - Kiedy zaczynałam, marzyłam o pracy z dziećmi. Na praktykach przekonałam się, że nie jest to ani tak przyjemne, jak myślałam, ani nawet przyzwoicie płatne - opowiada. Ewelina studiowała zaocznie, więc musiała pracować. Zaczynała od stanowiska kasjerki w dużym sklepie. Po roku awansowała na asystentkę kierownika. Wtedy właśnie dostała propozycję pracy w dziale handlowym międzynarodowej firmy. - Dobrze zarabiam, praca daje mi satysfakcję. Zatrudniono mnie tam, bo dobrze sprawdzałam się w poprzednim zajęciu. Nikogo nie obchodziły moje studia, bo one nie dają gwarancji, że będę efektywna. Dla pracodawcy liczy się to, co człowiek umie, a nie papier, który ma - mówi Ewelina. Dodaje, że sprawa nie jest jednak prosta, bo aby się wykazać, gdzieś trzeba już pracować. - Teraz mogę śmiało powiedzieć, że więcej dała mi praca kasjerki niż studia. To dzięki niej mam niezłe stanowisko, pensję i szanse rozwoju. Studia skończę, choć wiem, że mi się nie przydadzą. Powiedzmy, że to takie moje hobby - śmieje się Ewelina.

Wystarczą umiejętności i zacięcie?

Mariusz ma 24 lata, za kilka tygodni broni pracę magisterską z politologii. Mimo to nie przepracował ani jednego dnia w zawodzie politologa i raczej nie zamierza tego robić w przyszłości. Już dwa lata temu zdecydował, że swą przyszłość zwiąże z inną dziedziną. - Musiałem odbębnić praktyki studenckie. Moja uczelnia pozwoliła, aby odbyły się one w jednej z gazet. Teraz jestem jej pracownikiem - opowiada Mariusz, który jest dziennikarzem jednego z trzech największych polskich tygodników. - Na początku było ciężko. Przez kilka miesięcy nie zarobiłem zbyt dużo, ale moi szefowie stwierdzili, że się sprawdzam, i zaproponowali mi stałą pracę i pensję. Mariusz pracuje w dziale krajowym gazety. Polityką zajmuje się w niej sporadycznie. Pisze reportaże. Jeździ po kraju, rozmawia z ludźmi i na łamach pisma opowiada ich historie. Czy wykształcenie mu się przydało? - Wiedza zdobyta na studiach nie przydaje mi się. Raczej to, czego sam się dowiedziałem z mediów i książek. Poza tym nikt nigdy nie prosił mnie o pokazanie dyplomu. Znam wielu dobrych dziennikarzy, którzy nigdy nie skończyli studiów - mówi Mariusz.

O wiele dosadniej na temat tego, czego nie dały jej studia, wypowiada się Karolina: - Kończę resocjalizację. Nic, czego się tam nauczyłam, nie przydało mi się w życiu czy pracy zawodowej. Karolina z powołania, podobnie jak Mariusz, jest dziennikarką. Jako krytyk filmowy współpracuje z kilkoma pismami. Dla jednego z magazynów miejskich prowadzi dodatek warszawski, w którym pisze o imprezach, koncertach czy wystawach. - Wiedzę o filmach zdobyłam sama. Oglądałam je, dużo czytałam. Początkowo miałam więcej kompleksów, ale kiedy poznałam innych dziennikarzy zobaczyłam, ze formalne wykształcenie nie jest aż tak potrzebne. Wystarczą umiejętności i zacięcie. W tej chwili utrzymuję się z pisania - opowiada Karolina.

Przyznaje również, że wśród trzydziestu dwóch znajomych z grupy, którzy skończyli resocjalizację, w zawodzie pracuje tylko czterech. - Po pierwsze takich specjalistów się w Polsce w ogóle nie poszukuje, po drugie zarobki są bardzo kiepskie - stwierdza. Znajomi Karoliny pracują w marketingu, bankach, a nawet jako kucharze, mimo że ich wykształcenie jest zupełnie inne. - Ale i tak wszystkim polecam dziennikarstwo. Nawet jeśli nie umiecie pisać, to dobry redaktor was nauczy. A wtedy możecie już robić to, czym się interesujecie. Być dziennikarzem sportowym, filmowym, muzycznym czy politycznym - kończy Karolina.

Nie stać z założonymi rękami

Moi rozmówcy są na początku swej zawodowej drogi. Brak związanego z pracą wykształcenia nie przeszkadza ich pracodawcom. Jak pokazują przykłady znanych postaci, bez skończenia kierunkowych studiów można nie tylko pracować, ale i odnosić rzeczywiste sukcesy. Niemal każdy kojarzy Marka Niedźwieckiego. Znany i lubiany prezenter radiowy z wykształcenia jest... budowniczym hal produkcyjnych. Takie wykształcenie zdobył na Politechnice Łódzkiej. I faktycznie studia mu się przydały. Swą radiową karierę Niedźwiecki rozpoczął bowiem w akademickiej rozgłośni. Również Monika Olejnik kariery nie zawdzięcza studiom. W jednym z wywiadów stwierdziła: - Jestem z zawodu magistrem zootechniki. Jeśli nie dziennikarstwo, to hodowla owiec. Olejnik zaczęła pracę w radiu, a dopiero później wybrała się na podyplomowe dziennikarstwo. I w jej przypadku początki kariery nie były związane z wykształceniem.

Niestety nie ma żadnych statystyk, które powiedziałyby nam, ile osób wykonujących wolne zawody odniosło w nich sukces, nie zdobywając dyplomu z danej dziedziny. Przykłady naszych bohaterów czy postaci publicznych pokazują, że możemy ich spotkać niemal wszędzie. W reklamie, prasie, radiu czy marketingu. Wszędzie tam, gdzie liczy się pomysłowość i kreatywność, choć nie tylko. Wszyscy moi rozmówcy zwracali uwagę na fakt, że pracodawcę zawsze interesuje dotychczasowa kariera zawodowa. I nie ma tu większego znaczenia, czy ktoś zajmował wcześniej wysokie stanowisko, czy był najniżej w hierarchii firmy. Liczy się to, aby coś robić, nie stać z założonymi rękami - można usłyszeć od tych, którym udało się odnieść sukces. Podkreślają, że najlepiej zacząć robić to już na studiach, kiedy można jeszcze liczyć na pomoc rodziny. Dla wielu młodych Polaków czasy studenckie stały się okresem poszukiwań powołania. I nie przeraża ich fakt, że często okazuje się ono niezwiązane z kierunkiem, który wybrali w wieku 19 lat.

Max Fuzowski

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na Forum o2.pl


Więcej informacji:

wiadomości dnia ze świata z kraju sport gospodarka